- Strona główna>
- #29 Cien Ostrza
Autor : Anrisu
wtorek, 13 czerwca 2017
Ściana za jego plecami dawała mu poczucie bezpieczeństwa. Była jego sojusznikiem, który chronił go przed atakiem od tyłu. A na to był przygotowany zawsze, wiecznie czujny i bacznie obserwujący otoczenie.
Mężczyzna z narzuconym na głowę kapturem podrzucał w powietrze monetę, widocznie na coś czekając. Grymas na schowanej w cieniu twarzy dawał do zrozumienia, że był wyraźnie zniecierpliwiony. Nic dziwnego, zjawił się w wyznaczonym miejscu o wyznaczonym czasie i czekał już 20 minut. Poirytowany rzucił z całej siły monetą gdzieś przed siebie. Odbiła się parę razy od chodnika i zniknęła w mroku uliczki, oświetlonej tylko jedną pochodnią, w której się znajdował.
- Żałosne - mruknęła do siebie zakapturzona postać, podnosząc głowę - Nie nauczono cię, Alard, że nieładnie jest się spóźniać? Niektórych może to mocno zdenerwować. A może spóźniłeś się, bo musiałeś znaleźć sobie kumpli do obstawy?
Postać, do której zwracał się mężczyzna wyłoniła się z cienia, lecz nie była sama. Otaczała go grupka złożona z czterech innych mężczyzn. Zakapturzony nieznajomy zauważył u każdego z nich miecz przytroczony do pasa. Byli to bez wątpienia strażnicy.
- Talon... czy ty naprawdę nigdy się nie zmienisz? Zawsze byłeś taki ponury? - Alard nie przejął się zbytnio obcesowym tonem głosu mężczyzny.
Miejsce i godzina, w którym umówił się z Talonem były nieprzypadkowe. Zdala od niepożądanych spojrzeń mieszkańców miasta, pod pretekstem spotkania dyplomatycznego miał zamiar wyeliminować niewygodny cel. Nie podejrzewał jednak, że skazał właśnie siebie i swoich towarzyszy na śmierć.
- Jeden na pięciu, nie uważasz, że to trochę niesprawiedliwe? - zauważył Talon, opierając się dalej o ścianę, mierząc wzrokiem swoich przeciwników. Nie lubił owijać w bawełnę. Doskonale zdawał sobie sprawę, że Alard nie jest taki głupi i już zdążył się domyślić, że Talon wie co zaraz się stanie. - Spotkanie dyplomatyczne? Dobry żart.
- Nie stawiaj oporu. Po co nam niepotrzebny rozlew krwi? Dostałem polecenie, żeby cię wyeliminować, ale daje ci teraz ultimatum. Dasz się spokojnie skuć i zaprowadzić do wygodnej celi w więzieniu, albo twoje ciało będzie przez następne parę dni pożywką dla szczurów - odrzekł spokojnie Alard, niczego nie podejrzewając. Był przekonany, że wszystko pójdzie gładko po jego myśli. Jak wielkie było jego zdziwienie, gdy Talon prychnął i odrzekł:
- Dostałem zlecenie na twoją głowę od tego samego oficera, który kazał ci mnie wyeliminować. Cóż za interesujący zbieg okoliczności. A wiedz, że nie mam zamiaru z wami przegrać. - To powiedziawszy, Talon odbił się od ziemi, wyskoczył w powietrze... i zniknął w ciemnościach. Strażnicy zaczęli nerwowo rozglądać się dookoła siebie, a Alard przełknął ślinę, lecz nie dawał po sobie poznać, że się boi. Chwilę później usłyszał obok siebie krzyk i zobaczył, jak jego towarzysz dławi się krwią, z ostrzami przeszywającymi jego brzuch na wylot. Upadł na ziemie i w kałuży własnej krwi szybko zaczęło ulatniać się z niego życie.
Zabójca nie miał za dużo miejsca do popisu, lecz ściana za jego plecami i otaczająca go ciemność wystarczała, żeby bezszelestnie wyeliminować każdą ofiarę po kolei. W końcu rzucił się do przodu prosto w osłupiałych strażników i Alarda stojących do niego plecami i poderżnął gardło kolejnemu przeciwnikowi. Zanim zorientowali się, co się stało, Talon zdążył ponownie zniknąć w cieniu.
- Wracaj tu i walcz jak mężczyzna, paskudny śmieciu - wykrzyczał strażnik stojący po prawej stronie Alarda i prędko pożałował swych słów, bo zakapturzona postać wyskoczyła z cienia i szybko pozbawiła go życia, cięciem w brzuch. Tym razem ostatni z strażników zareagował w porę i zamachnął się mieczem, lecz Talon był szybszy i zdążył ugiąć się przed śmiercionośnym atakiem. Przeturlał się po ziemi i w bezpiecznej odległości w rozkroku zmierzył wzrokiem przeciwnika, lewą ręką podpierając się o ziemię, z prawą uzbrojoną w zabójcze ostrze. Alard zrobił parę kroków do tyłu, nie spuszczając ze wzroku Talona. Chwilę później asasyn wystrzelił przed siebie. Dobiegł błyskawicznie do przeciwnika, wyskoczył w powietrze by ominąć ataku mieczem i znalazł się za wrogiem, błyskawicznie rozcinając go po linii brzucha i zostawiając paskudną ranę, z której zaczęła tryskać krew, brudząc bruk ulicy.
W tym samym czasie Alard próbował zwiększyć odległość dzielącą go od Talona, uciekając najszybciej jak potrafił przez uliczkę. Miał nadzieję wydostać się na jedną z ulic, by wtopić się w tłum ludzi... lecz za późno zdał sobie sprawę, że jest środek nocy, a wszyscy mieszkańcy schowani już byli w swoich domach. Bał się spojrzeć za siebie, cały czas czując zimne, pozbawione litości spojrzenie na swoich plecach. Szybko skręcił w prawo, lecz na jego nieszczęście nie znał rozkładu ulic w tej części miasta i wpadł w ślepą uliczkę. Oblany zimnym potem odwrócił się bez pośpiechu... i poczuł przeszywający ból w klatce piersiowej. A potem nie było już nic.
